Zbliżał się.

Oparła się o barek. Larry się zbliżał.
ścienną szafę.
a Nate dlatego, że to jego lokal. I wiesz co? Cała
Cindy miała rację, klub był naprawdę fajny. Poza
to. Może dlatego teraz, gdy przyjechała w rodzinne
- Nadal wierzę, że to powinno zostać zrobione, ale nie wrócę tu
- Uważaj, jestem łatwy - ostrzegł.
- On na pewno ma coś na sumieniu, ale tym nie
opowiadać, zgodnie z przypuszczeniami Jessiki, używając wielu słów z
- Nie. Chciałabym się kochać.
pomóc.
zmienił położenie. O milimetry.
Siedziała przez kilka minut, aż wreszcie rozzłościła
złośliwości Kelsey.


http://antidotum.czest.pl/serwery-wirtualne-postaw-na-sprawdzony-dostawcowwyszukiwarkahttp://018.pl/wanna-prostokatna-czy-prysznic/

– Już to przerabialiśmy – przypomniał mu Hayes. – Petrocelli odebrała ją z lotniska.

132
nienawidził z całej mocy, a tym kimś był wierny rycerz króla Roberta
jej ciekawość została nagrodzona. Znaleziona

jednak z okazji jej szczęśliwego ocalenia.

– Halo? – rzuciła do słuchawki. Houdini zeskoczył z jej kolan.
149
motelu. Możemy tam podjechać, to ci dam.

- Aha.

– Twój ojciec... Od wypadku bardzo się męczy. Nie może usiedzieć w domu, więc chyba
– Potrzebne mi nazwisko astrolożki. Nie wiem, czy nadal działa. Znam tylko jej imię –
odwróciła się do Reeda i usiadła na krześle koło biurka. Morrisette oparła się biodrem o parapet. - Wie pan, myślę, że ktoś uwziął się na naszą rodzinę. Pół roku temu ktoś próbował zepchnąć mnie z drogi. Jeśli sprawdzi pan w archiwum, to znajdzie pan tam moje zeznanie. Potem zginął Josh, a wczoraj ktoś znów na mnie zapolował! - Z zaciśniętymi szczękami i błyszczącymi oczami pochyliła się nad biurkiem. Nie wyglądała na przerażoną. Raczej na wściekłą. Taki już miała charakter. - Niech pan posłucha, detektywie, chcę, żebyście złapali tego drania, zanim opuści mnie szczęście. - Skierowała wymanikiurowany palec między jego oczy. - Oczekuję, że przygwoździcie skurwiela, zanim znów zaatakuje. - Pani Drummond, zapewniam panią, że robimy wszystko co w naszej mocy, żeby zamknąć tę sprawę. - Jasne. Standardowa odpowiedź. Wielkie dzięki, będę spać spokojnie. - Wypuściła głośno powietrze i wreszcie trochę ochłonęła. - Wyjaśnijmy coś sobie. Nie lubię, gdy wychodzi ze mnie jędza. Tak... tak nie musi być. Ale czasami czuję, że jest to konieczne. - Nachyliła się znów nad biurkiem, przez co rozmowa przybrała bardziej osobisty charakter. Reed przypomniał sobie, że Amanda Drummond jest prawnikiem, w sali sądowej musiała nabrać wprawy w urządzaniu przedstawień i występowaniu przed publicznością. - Niech pan posłucha - powiedziała. - Znam Kathy Okano. Wiele lat temu, zanim znudziła mi się ta praca, obie byłyśmy asystentkami prokuratora okręgowego. Jestem pewna, że Kathy przyznałaby mi rację. - Gdzie pani zwykle trzyma samochód? - W garażu, w moim domu. Mieszkam w Quail Run. To ogrodzone osiedle z ochroną. - Kiedy ostatnio prowadziła pani ten samochód? - Trzy tygodnie temu. To sportowy wóz i korzystam z niego tylko od czasu do czasu - odparła rzeczowo i spokojnie. - Zwykle jeżdżę mercedesem. Triumph to taka zabawka, kabriolet. - Kto jeszcze nim jeździ? - Tylko ja. - A pani mąż? - zapytała Morrisette. Amanda potrząsnęła głową. - Nigdy. Tylko ja. - Ale ma do niego dostęp. - Morrisette nie dawała za wygraną. - Tak, ma nawet kluczyk, żeby mógł go w razie czego przestawić albo umyć. Ale wierzcie mi, Ian nie majstrował przy moim samochodzie! - Więc kto? - zapytał Reed. - Nie wiem. I to mnie martwi. - Czy ktoś ostatnio odwiedzał panią w domu? - Nie... właściwie nie. - Właściwie nie? Co znaczy „właściwie”? - napierała Morrisette. - Albo ktoś u pani był, albo nie. - To znaczy nie było nikogo, komu bym nie ufała. Mój brat Troy i moje siostry Caitlyn i Hannah... i moja przyjaciółka Elisa. - A od czasu, kiedy pani jechała ostatni raz tym samochodem? Kiedy to było? - Dwa... nie, raczej dwa i pół tygodnia temu. Musiałam zabrać dokumenty, które zostawiłam w pracy, pojechałam więc do miasta i zaraz wróciłam do domu. - Więc kto był u pani w domu ód tamtej pory?